Filmy, Na ekranie

Bliskie spotkania z ziemniaczanym purée

Dowiadujesz się, że nie jesteśmy sami we Wszechświecie, a inwazja obcych prawdopodobnie nastąpi za kilka godzin. Co robisz?

a. Barykadujesz się w piwnicy.
b. Biegasz w kółko i panikujesz.
c. Przygotowujesz wielką kolację i jesz ziemniaki.

Mam nadzieję, że wszyscy wybrali ostatni wariant odpowiedzi, ponieważ to właśnie ziemniaczane purée jest bohaterem dzisiejszego wpisu. Dziwnym zrządzeniem losu (muzyka z The X-Files), ta potrawa pojawia się w filmach dotyczących przybycia kosmicznej cywilizacji na Ziemię (gdzieś w środku Ameryki, bo tam zawsze lądują). Ja od razu skojarzyłam dwie takie produkcje. Postanowiłam właśnie o nich napisać, ponieważ jednocześnie są to filmy, które zrobiły na mnie duże wrażenie. Zapewne pominęłam wiele innych talerzy z ziemniakami, jednak mam nadzieję, że nie poczują się one urażone tym niedopatrzeniem.
W kwestii obcych każdy potrzebuje dowodu, przedstawię więc sceny filmowe, w których to purée odegrało być może nie kluczową, ale na pewno wartą zapamiętania rolę. Jednocześnie są to filmy, z których właśnie te niepozorne bulwy wryły się w moją pamięć. Zawdzięczam im pewność, że gdyby ktoś nagle obudził mnie w środku nocy krzycząc: kosmici!, to ja wdzięcznie i automatycznie odkrzyknę: ziemniaki!.
Znaki  jest to jeden z lepszych filmów dotyczących spotkań z istotami pozaziemskimi, jaki miałam okazję obejrzeć. Oczywiście nie wygrywa pod względem samego wizualnego przedstawienia postaci obcych. Zresztą film ten tak naprawdę nie jest o nich, a raczej, kto by się spodziewał, o samym odnajdywaniu znaków przez bohatera, który utracił wiarę w Boga.

To, jak obcy wyglądają, nie jest tak istotne, bo też w jakim filmie tak naprawdę kosmici przedstawieni są realistycznie? W żadnym nie przypominają tych prawdziwych, których kiedyś widziałam.

Scena ostatniej kolacji najprawdopodobniej robi największe wrażenie. Wiem, że moja żądza poszukiwania jedzenia na każdym kroku (a więc i w każdym filmie) nieco przekracza normę, jednak podejrzewam, że u innych osób ten fragment wywołał równie duże emocje. Rodzina w Znakach powinna się spieszyć z jedzeniem, by zdążyć się ukryć w piwnicy. Mimo to każdy z jej członków wybiera ulubione danie dla siebie: jest to spaghetti, kurczak w sosie teriyaki, podwójny cheesburger z bekonem oraz oczywiście grzanki i purée. Ziemniaczana papka, dźgana z pasją przez Mela Gibsona, nigdy nie wyglądała bardziej dramatycznie. Przytulny, ciepły dom, ze stołem koniecznie oświetlonym górnym światłem, skontrastowany zostaje z nadchodzącym nieubłaganie niebezpieczeństwem. Powoduje to presję i stres, emocje których nie da się już dłużej powstrzymywać. Kolacja, którą wszyscy muszą się cieszyć, jest momentem w którym każdy już za nią tęskni i nikt nie przejmuje się naczyniami pozostawionymi w zlewie. Kolacja zwykle jest czasem beztroski, chwilą relaksu po całym dniu pracy, kiedy to masz okazję pobyć ze swoją rodziną i uświadomić sobie, jak wiele dla ciebie znaczy. I jednocześnie: jak ważne w naszym życiu jest jedzenie – pochłaniane nie tylko po to, by przetrwać, lecz także jego możliwości bycia nośnikiem emocji.
Druga scena to ta pochodząca z kultowych Bliskich spotkań trzeciego stopnia. I znowu, kiedy przychodzi do jedzenia purée, główny bohater traci nad sobą kontrolę, jednak w inny sposób niż postać ojca w Znakach: niepokój zastąpiony został skupieniem. Zatraca się w swojej obsesji, próbując odtworzyć kształt dziwnej góry, który go prześladuje od momentu jego bliskiego spotkania z obcymi. Szaleniec? Rodzina ma prawo się martwić, on jednak wie, że to co robi, jest ważne. Nie wie tylko dlaczego. Czy owo miejsce istnieje? Co się na nim znajduje? Czy można do niego dotrzeć? Wiele pytań, mało odpowiedzi.

Jedno jest jednak pewne: gdyby ziemniaczane purée, którym raczy się podczas kolacji, nie miało idealnej konsystencji… nie powstałby nawet zarys góry.

Sama z podobnym zafascynowaniem układam wysokie wieże ze sterty prania. Jednak moim priorytetem nie jest odnalezienie tajemniczego miejsca, które nie pozwala mi zmrużyć oka. Za główny cel stawiam sobie to, by ta skomplikowana konstrukcja po prostu nie zawaliła mi całej łazienki.
Wiemy już, jak ważną cechą ziemniaczanego purée jest jego konsystencja. Jakim sposobem uzyskać więc najlepsze efekty? Istnieje kilka szkół. Zdaje się też, że sposoby ubijania ziemniaków niektórym spędzają sen z powiek, a zbyt kleista papka staje się najgorszym koszmarem. Chociaż wydaje się, że w tak prostym daniu nie da się popełnić błędów… wystarczy zerknąć na ten filmik, by zauważyć rozbieżności w ich przygotowywaniu przez różne osoby. Ziemniaki można gotować i ubijać bez obierania skórki, co dodaje efektów specjalnych w strukturze, jednak nie będzie ona aż tak kremowa. Można też je zblenderować, jednak trzeba uważać, by nie przesadzić. Można doprawić na różne sposoby. Można posypać szczypiorkiem. Posypać skwarkami. Polać masłem. Polać śmietanką. Polać wódką i podpalić.
Moim zdaniem najważniejsze są dwie banalne rzeczy. Jest to podgrzane pełnotłuste mleko i roztopione masło. I nic więcej już nie potrzeba. Oczywiście poza samymi ziemniakami.
Ziemniaczana Wieża Diabła
0,5 kg ziemniaków
3/4 szklanki mleka
3 łyżki masła
sól i pieprz
widelec do formowania
 
Gotujemy obrane ziemniaki w zimnej posolonej wodzie. Jak długo, tego nie wie nikt, mimo że to one są wyznacznikiem czasu podania obiadu. Ugotowane odsączyć, ubić dowolnym narzędziem, które się sprawdza. Roztopić masło i dodać w trakcie ubijania. Podgrzać mleko, dodać do masy i jeszcze raz dokładnie ubić. Doprawić solą i pieprzem. Przełożyć sporą porcję na talerz. Formować widelcem kształ góry – Wieży Diabła, powtarzając: to coś znaczy, to coś znaczy…

Znaki (Signs), reż. M. Night Shyamalan, USA 2002.
Bliskie spotkania trzeciego stopnia (Close Encounters of the Third Kind), reż. Steven Spielberg, USA/Wielka Brytania 1977.

9 komentarzy do “Bliskie spotkania z ziemniaczanym purée

  1. Zanim doczytałam do końca, mamrotałam pod nosem "wystarczą pyrki, ciepłe masełko i tłuste mleczko" no i proszę – okazuje się, że znam przepis idealny :).
    A tak na marginesie, w temacie szukania treści kulinarnych w filmach – moje ulubione, wybitnie gastronomiczne filmy, to "Jedz i pij, kobieto i mężczyzno" oraz "Uczta Babette" (chociaż książka lepsza).

  2. Mnie ten film zapadł w pamięć zarówno jako związany z gotowaniem jak i z paru innych względów, ale żeby Cię zachęcić dodam, że w pewnej recenzji przeczytałam, że w tym filmie są "jedne z najbardziej spektakularnych scen kulinarnych w światowej kinematografii" :).

  3. To ja jestem z kosmosu ….nigdy nie jadłam ziemniaczanego puree. "Bliskie spotkanie trzeciego stopnia" uwielbiam,"Znaków" nie kojarzę..pewnie z powodu sklerozy.Ale polecam filmy: "Julie i Julia"o blogerce kulinarnej i gdzie jest dużo jedzenia. "Czekolada" z 2000 r. i dokument "Jiro śni o sushi" podczas oglądania od razu chce się jeść;)

  4. Puree polecam, przenosi zwykłe ziemniaki na zupełnie inny poziom 🙂 "Julie i Julia" zawsze inspiruje mnie do nauki klasycznej kuchni, dokładnie według przepisów z książek kucharskich. Natomiast "Czekolada" na odwrót – zachęca do eksperymentowania i wyjadania prosto z miski 😀 Ostatniego filmu jeszcze nie widziałam, ale mam go na swojej liście – słyszałam, że jest świetny!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *