Dawne przepisy, Filmy, Na ekranie, Poezja, Proza, W bibliotece, W kuchni

Szarlotka z kradzionych jabłek

Ile to razy odkrywaliście rankiem ogołocone gałęzie drzew w ogrodzie? W każde lato? Co tydzień? A może  co rzadkie  nigdy? Jeżeli wybraliście to ostatnie, to należycie do grona szczęściarzy. Zapewne też z racji tego, że ogrodu nie posiadacie.

Ten haniebny czyn – kradzież owoców  druzgocący serca działkowiczów, w literaturze nabiera cech zdecydowanie bardziej wzniosłych, niż ma to miejsce w życiu. Jest romantycznym działaniem pod wpływem impulsu, będącym wyrazem szczęścia i beztroski. Beztroski, która jest chwilowa, jednak wydaje się, że pozostanie wieczna. Kradzież ta jest czynem lekkomyślnym, lecz niewinnym. Niestety, realia nie są jednak tak romantyczne, jak mogłoby się wydawać, a kradzież owoców nie jest powodowana nagłym uniesieniem, a chęcią sprzedaży jabłek.
Zostańmy jednak przez chwilę przy tej piękniejszej rzeczywistości. Kradzież jabłek dokonywana jest zwykle pod osłoną nocy, w trudnych warunkach, jednak nieistotnych dla sprawców. Nic nie stanowi przeszkody: żaden mocny parkan, żaden ulewny deszcz. Jest czynem spontanicznym, dokonywanym  bez myśli o konsekwencjach, stanowiąc w ten sposób odzwierciedlenie emocji trudnych do pohamowania. Dokładnie taki sposób opisu kradzieży owoców możemy odnaleźć w utworze Kradzione jabłka, autostwa  Eugeniusza Jewtuszenki.

Kradzież zakochanym wydaje się niewinna lub z pewnością zasługująca na zrozumienie i wybaczenie. Podczas beztroskiego leżenia pod jabłonią, radując się późnym latem, sprawa ta jest błahostką. Bo kto będzie liczyć wszystkie antonówki we własnym sadzie? Okazuje się, że parę takich osób się znajdzie. Motyw ten znajdziemy u Antoniego Czechowa w krótkim opowiadaniu Z powodu kilku jabłek. Na jego podstawie powstał film krótkometrażowy autorstwa Kseni Roganovej, pod tym zbliżonym tytułem. Jest to historia pary, której błogie chwile zosłały zakłócone pojawieniem się właściela rajskiego sadu, a ich uczucia zostały wystawione na próbę. W wersji filmowej zamiast ogrodu pojawia się rajski sklep, a kuszące jabłka zostają zastąpione butelką whisky. Mimo to, sens pozostaje ten sam.
Chęć poddania się implusowi, nawet przy świadomości możliwej kary, jest dla pary cenniejsza od bezpiecznego spokoju. Czy jest to racjonalne? Oceniając z perspektywy obserwatora  na pewno nie, jednak nie będziemy też tego zachowania krytykować. Obserwacja takich scen w życiu rzadko się zdarza, a podglądanie ich przez książkę czy film kusi, niczym te same owoce, które są zrywane przez bohaterów. Jeśli jednak przyjdzie nam także ochota na szarlotkę z kwaśnych jabłek, musimy pomaszerować do sklepu i grzecznie zapłacić przy kasie. O kradzieży należy zapomnieć.

Do tego możemy dopuścić się jedynie w pewnym stanie wskazującym – ponieważ tylko zakochani kradną owoce.

Szarlotka z kradzionych jabłek
na podstawie przepisu z Książki kucharskiej autorstwa Z. Zawistowskiej i M. Krzyżanowskiej, Warszawa 1986.
3 szklanki mąki
20 dag masła
1 i 1/2 szklanki cukru pudru
2 żółtka
1/2 szklanki śmietany 18%
1/2 laski wanilii
skórka otarta z pomarańczy
1 i 1/2 kg jabłek
1/2 szklanki bułki tartej
cukier do masy jabłkowej, w zależności od słodyczy owóców, 2-3 łyżki
cukier puder do posypania
Pod wpływem emocji ukraść jabłka z ogrodu. Umyć, obrać, pokroić i wrzucić do rondla. Podlać małą ilością wody, dusić razem z odpowiednią ilością cukru i ziarnami wanilii. Gdy owoce się rozpadną, odstawić do ostudzenia. Przygotować ciasto: mąkę przesiać na stolnicę, dodać masło, wymieszać siekając nożem. Dodać cukier puder, żółtka i śmietanę, szybko zagnieść. Schłodzić w lodówce przez około godzinę. Następnie ciasto podzielić na pół, jedną część rozwałkować i wyłożyć na blachę z papierem do pieczenia. Posypać bułką tartą, wyłożyć masę jabłkową. Rozwałkować drugą część ciasta i przykryć nią jabłka. Piec w 180 stopniach przez około 40 minut. Po ostygnięciu posypać cukrem pudrem. Poczęstować kawałkiem szarlotki właściciela ogrodu, dla ukojenia nerwów.


PS Pragnę poinformować, że tak naprawdę żadne jabłko nie zostało skradzione do wykonania tejże szarlotki. Przecież jest poza sezonem.

E. Jewtuszenko, Kradzione jabłka, Warszawa 1978, s. 49-51.
A. Czechow, Because of little apples, [w:] Little Apples and other early stories, Seven Stories Press 2016.
K. Roganova, Z powodu małego jabłka, Rosja 2018.

16 komentarzy do “Szarlotka z kradzionych jabłek

  1. Mam to szczęście, że posiadam niewielki przydomowy ogródek, dawniej zalesiony tujami i innymi bezobsługowymi krzaczorami, od paru lat mozolnie przeobrażany w sadzik z odrobiną grządek warzywnych. W sadziku rosną fantastyczne jabłonki z późnojesiennymi jabłkami, które wyglądają i pachną tak kusząco, że sama sobie je podkradam, zanim porządnie dojrzeją. Mam więc szansę na podwójną porcję szarlotki według Twojego przepisu: jedną dla złodziejki jabłek, drugą dla właścicielki ogrodu :))).

  2. No cóż, my też musimy się do czegoś przyznać. Nasze jabłka na szarlotkę nie pochodzą ani z targu ani z naszego sądu, bo takiego nie posiadamy. Jest opuszczony, duży teren po ogródkach działkowych, który odkryliśmy kilka lat temu. W chaszczach rosną fantastyczne stare odmiany jabłek.Zrywanie to prawdziwe wyzwanie, bo drzewa są bardzo wysokie ale warto. Nikt o nie nie dba, nie pryska chemią i to właśnie z tych jabłek szarlotka jest najlepsza😁bursztynowa. Pozdrawiamy:)

  3. Mam w ogrodzie dwa drzewa papierówek i jedno czerownych letnich jabłek – owocują jednocześnie. W latach wysypu ( do drugi) gdy już nie mam sił ich zbierać i przerabiać, nie pogniewałąbym się, gdyby ktoś trochę ukradł 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *