Niesmaczne postaci filmowe: Hans Landa i strudel jabłkowy
W filmowym świecie istnieją tacy bohaterowie, których większość nie chciałaby spotkać na swojej drodze. I nie mówię tutaj o postaciach po prostu nieco niemiłych. Wręcz przeciwnie – zwykle są to bohaterowie niebywale kulturalni, opanowani, o godnej pozazdroszczenia elokwencji. Te cechy jednak wcale nie ukrywają ich złej natury, a wręcz przeciwnie – dodatkowo ją podkreślają. Postaci aroganckie, przekonane o swej wyższości i zupełnym braku empatii… I oczywiście, jeżeli postać ta z zamierzenia ma budzić takie emocje, to świadczy to o doskonałej kreacji aktora, który potrafił oddać na ekranie tą złożoność mendy.
A co jeżeli zestawi się taką postać z wyjątkowo smacznie wyglądającym jedzeniem? Choć spoglądając na ekran może i widzowi pocieknie ślinka, to raczej niewielu chciałoby ucztować w towarzystwie takiego wyjątkowo nieprzyjemnego antagonisty.
Wśród wielu tego typu filmowych postaci – czarnych charakterów – moim zdaniem prym wiedzie szczególnie jedna:
Pułkownik Hans Landa.

Hans Landa to postać pojawiająca się w filmie „Bękarty wojny” Quentina Tarantino. Jedna scena z jego udziałem wyjątkowo zapadła mi w pamięć – w restauracji „Chez Maurice” Shosanna Dreyus (ukrywająca swoje żydowskie pochodzenie pod tożsamością Emmanuelle Mimieux) odbywa niezbyt przyjemną dla niej rozmowę. Jej towarzyszem jest właśnie Landa, choć oczywiście nie jest był to jej własny wybór. Nazistowski bohater zamawia przy tej okazji dwie porcje jabłkowego strudla (podobno doskonałego w tym miejscu), kawę dla siebie oraz szklankę mleka dla kobiety. Po chwili dodaje, że przecież ciasto to koniecznie należy jeść z kremem, dlatego zamawia dodatkowo porcje bitej śmietany do strudla. Na dodatek nie pyta, na co ta druga osoba ma ochotę. To on decyduje o tym, co kto będzie jeść – i co z czym będzie lepiej smakować.
Wygląda smacznie? Powinno, w końcu to strudel jabłkowy. W tej scenie jednak jedynie pułkownikowi dopisuje apetyt. Shosanna jest raczej sparaliżowana strachem, do tego zapewne zestresowana faktem, że nie może po sobie tego pokazać. W takich warunkach nawet najpyszniejsze ciasto stanie w gardle.
Scenę w filmie kończy zgaszenie papierosa przez Landę. I to nie byle jakie zgniecenie w popielniczce, lecz… poprzez wsadzenie go do ciasta. Czy tak traktuje się najlepszego strudla, którego wcześniej pułkownik tak zachwalał? Wygląda to jak dodatkowe podkreślenie dwulicowości tego bohatera: najpierw wynosi na piedestał deser i uprawia towarzyskie rozmówki, a następnie pokazuje, że właściwie wcale nie łączy żadnych emocji z tym, co przed chwilą tak żywo – i wydawałoby się szczerze – zachwalał.
I tak, jest to coś, co może doprowadzić do rozpaczy każdego miłośnika jedzenia: zmarnowanie połowy porcji strudla. Jednak nie w tych okolicznościach.


Teraz parę słów o bohaterze drugiego planu, czyli mleku. Ten napój nie pojawia się po raz pierwszy w filmie. Landa pije je już na samym początku, kiedy przesłuchuje Pierra LaPadite, który ukrywał Shosannę i jej rodzinę.
Dlaczego szklanka białego napoju pojawia się w filmie dwukrotnie? Mleko – czy to od matki, krowy, a nawet rozmieszane bebiko – powszechnie kojarzy się z dzieciństwem, a co za tym także z niewinnością. Z tego powodu połączenie mleka jako symbolu niewinności z wyjątkowo nieprzyjemnym nazistą stanowi mocny kontrast i wzbudza w odbiorcach co najmniej mieszane uczucia.
Co poza wywołaniem tego skojarzenia mogło przyświecać takiemu wyborowi jedzenia dla sceny w restauracji? Być może chodziło o… koszerność. A konkretnie przetestowanie Shosanny przez Landę i upewnienie się co do jej pochodzenia. Podczas II wojny światowej masło był trudno dostępnym produktem, a przecież szczególną cechą strudla jest jego obfite smarowanie właśnie tym tłuszczem. Masło często zastępowano smalcem. Jedną z zasad koszerności jest zakaz łączenia produktów mięsnych z nabiałem, więc strudel na smalcu w połączeniu nie dość że z mlekiem, to jeszcze z ubitym kremem na pewno koszerny nie jest. Tą hipotezę zdaje się potwierdzać reakcja kobiety na zamówienie mleka – a konkretnie wyraz jej twarzy, widoczny zaledwie przez moment, mówiący: „A więc to taki z ciebie cwaniak”.
Z drugiej strony ta reakcja może być po prostu spowodowana tym, że doskonale pamięta ona poprzednią szklankę mleka, i to co po niej nastąpiło. I że ktoś tak niebezpieczny jak Landa zamawia coś tak niepozornego i niewinnego.

Styl bycia Landy – rozmowny, dowcipny i uśmiechnięty – jest niczym strategia polowania na swoją ofiarę. Właśnie w taki sposób prowadzi on swoje rozmowy, czy też bardziej przesłuchania. Przy takiej błahej rozmowie druga strona jednak i tak nie czuje się swobodnie, przy każdym prostym pytaniu zastanawiając się, czy istnieje na nie prawidłowa odpowiedź. W pewnym momencie Landa zawsze kończy te uprzejmości: w przypadku sceny w restauracji porzuca swój uśmiech, milknie, i patrzy prosto w oczy rozmówcy. Ten kontakt wzrokowy jest bardzo długi, jakby sprawdzający wytrzymałość drugiej osoby. I gdy jest już ona na jej granicy, pułkownik, jak gdyby nigdy nic, szybciutko powraca do pogodnego tematu.
Charakterystyczne dla Landy jest jeszcze jedno. Za wpatrywaniem się w oczy stoi u niego oczywista chęć wywarcia presji i dyskomfortu na jego ofierze. Jednak czymś, co może zdenerwować nawet osoby nie będące na jego celowniku będzie jego spojrzenie, stale wlepione w rozmówce podczas jedzenia. Nieprzerwane wpatrywanie się, nawet w trakcie bardzo długiego i zbyt intensywnego, jak na zwykły strudel, przeżuwania. Jakoś tak… niesmacznie.

Strudel jabłkowy
Jeżeli udało Wam się wytrzymać wnikliwie badające spojrzenie Landy i nie straciliście przy nim ochoty na jabłkowy strudel, to poniżej znajdziecie odpowiedni przepis.
Oczywiście do jego zrobienia można wykorzystać gotowe ciasto (najlepiej filo), ale jest pewien plus robienia własnego (uprzedzam, że nie będzie to oszczędność czasu). Smak? Wiadomo, domowe zawsze lepsze, takie nie za słodkie, ale też bez przesady. Największą zaletą jest po prostu możliwość wyżycia się na cieście. Należy je wyrabiać bardzo energicznie – tak, by wytworzył się gluten, który pozwoli na rozwałkowanie i rozciągnięcie ciasta do prawie przezroczystego. Można przy tym porzucać nim o blat i trochę je pobić. I oczywiście, najlepiej myśleć przy tym o Landzie.
Ciasto:
- 1/2 szklanki ciepłej wody
- 1,5 szklanki mąki
- 1,5 łyżki oleju
- 1/2 łyżeczki octu
- szczypta soli
Nadzienie:
- 4 jabłka
- 1/2 szklanki bułki tartej
- 5 łyżek cukru (ilość zależna od słodkości owoców)
- 4 łyżki rodzynek
- sok z cytryny
- 2 łyżki masła + 1 łyżka do posmarowania ciasta
- 1 łyżeczka cynamonu
W misce wymieszać ciepłą wodę, olej, ocet i sól. Partiami dodawać mąkę, początkowo mieszając łyżką, a następnie wyrabiając gładkie ciasto. Masa powinna być elastyczna, ale nie za lepka – w razie potrzeby dosypać odrobinę więcej mąki. Wyrabiać energicznie przez około 10 minut. Kulkę ciasta posmarować odrobiną oleju, przełożyć do miski i odstawić na godzinę.
Przygotować nadzienie: na patelni roztopić 2 łyżki masła i podprażyć na nim bułkę tartą. Dodać cukier i przyprawy, wymieszać. Jabłka obrać i pokroić na dość cienkie plastry. Skropić sokiem z cytryny.
Ciasto rozwałkować na papierze do pieczenia ułożonym na ścierce, podsypując mąką by się nie kleiło. Powinno być ono bardzo cienkie – po rozwałkowaniu do kształtu prostokąta najlepiej porozciągać je jeszcze dłońmi, nawet podnosząc do góry. Na połowie ciasta wzdłuż krótszego brzegu rozłożyć nadzienie, zostawiając niewielkie marginesy: wysypać bułkę tartą, a następnie ułożyć dość płasko jabłka. Posypać rodzynkami. Pozostałą część posmarować roztopionym masłem. Zawinąć dłuższe brzegi. Rolować od krótszej krawędzi, pomagając sobie materiałem ułożonym pod papierem. Uformowany strudel przełożyć na blachę razem z papierem do pieczenia, posmarować z wierzchu masłem. Piec 30-40 minut w 190 stopniach. Po upieczeniu zostawić na kilka minut do ostygnięcia. Kroić na porcje i podawać, najlepiej jeszcze ciepły. I koniecznie z bitą śmietaną.
Kadry: Bękarty wojny (Inglourious Basterds), reż. Quentin Tarantino, USA 2009.


Wszystkie ciasta z jabłkami uwielbiam, piekę jednak raczej te błyskawiczne. Jak to dobrze, że nie oglądałam tego filmu. Wszystkie recenzje i opisy tylko mnie zniechęcają. Wolę zjeść strudel.
Film mimo to polecam, jest dość… satysfakcjonujący 🙂