Obraz Ved Frokosten autorstwa Fritza Syberg przedstawiający duński posiłek składający się ze smørrebrød, piwa i wódki
Jedzenie w kulturze, Przepisy, Sztuka, W kuchni

Nie ma to jak ryba do kawy – ved frokosten i smørrebrød

Doskonale rozumiem ideę przedobiadków. Lub podobiadków, zależnie od tłumaczenia. Duńskie ved frokosten – bo o nim właśnie mowa – to posiłek mający miejsce po drugim śniadaniu, a jeszcze przed obiadem. Coś idealnego na zaspokojenie lekkiego głodu, gdy na większy posiłek trzeba jeszcze trochę poczekać.

Zresztą, prawie każda pora jest dobra, by coś przekąsić. Zwykle i tak przed obiadem jem „trzecie śniadanie”, więc co za różnica? Tym bardziej ten pomysł zyskuje moją aprobatę.

Opis tej kategorii posiłku nie bierze się z mojej szczególnej znajomości duńskich kulinariów i obyczajów. Ostatnio po prostu wpadł mi w oko obraz zatytułowany „Ved Frokosten” z 1906 roku, autorstwa Fritza Syberga, który rozbudził mój apetyt na kanapkę przed obiadem. A ich na płótnie znajduje się kilka. I o ile dobrze rozpoznaję, są to kromki z pięknymi jajkami o półmiękkim żółtku, grubymi plastrami sera, szynką i z rybą.

Obraz z jedzeniem
Fritz Syberg, Ved Frokosten, 1906, olej na płótnie, własność prywatna, domena publiczna / Wikimedia Commons

Przede wszystkim ten ostatni dodatek skradł moje serce. I to już dość dawno, bowiem mój rodzinny rytuał jedzenia ryby do kawy liczy sobie dobrych kilkanaście lat.

Tak, ryba do kawy. To rzecz święta. Zawsze w sobotnie przedpołudnia, po powrocie z zakupów w ramach przekąski (zanim się ziemniaki ugotują) wlatywała kawka i jakieś nabyte wcześniej smakołyki. Trochę było to formą lekarstwa na mały głód, a trochę nagrodą po ciężkim poranku z siatami w rękach. Zdarzało się, że rolę tą pełniła jakaś świeża drożdżóweczka, jednak o wiele częściej padało na wytrawną pozycję. Była to pachnąca buła z grubą warstwą masła, a do tego… oczywiście, że ryba. Czasem kawałek śledzia, innym razem rybna sałatka. Może do kawy obiektywnie pasuje bardziej coś słodkiego, ale muszę bez wahania oświadczyć, że w soboty nie ma nic lepszego od dobrej przedobiedniej ryby.

Zdaje się, że Fritz Syberg wraz z innymi Duńczykami podzielają tę opinię. Tytułowe ved frokosten jest częstym motywem w duńskiej sztuce i literaturze, a sam obraz łączy się z wierszem Johannesa V. Jensena o tym samym tytule – choć nie jest do końca jasne, co powstało pierwsze. Tak czy siak, oba dzieła ukazują jedzenie w lokalach, które specjalizowały się w serwowaniu smørrebrød (czyli rodzaju tradycyjnych kanapek z ciemnego pieczywa), bursztynowego piwa, wódki i radości wynikającej z ich spożywania.

Przy moich przedobiadkach piwo i mocniejsze trunki się nie pojawiają. Zapewne wraz ze smørrebrød tworzą pewną doskonałą całość, ja jednak odpuszczę sobie takie ekscesy o wczesnej porze. W końcu przecież takie rzeczy to raczej po północy, niż popołudniu.

Kanapka z rybą
Smørrebrød z opiekaną rybą

Smørrebrød są często o wiele bardziej eleganckie niż zwykła kanapka, a ich wersji jest mnóstwo. Jedynym kluczowym składnikiem jest ciemny żytni chleb. Popularną odmianą jest ta nazywana „Słońce nad Gudhjem”, do której dodaje się także surowe żółtko – jako wspomniane słońce. A u mnie wersja nieco mniej bogata, akurat z tego, co przyniosłam z zakupów. Być może określanie przeze mnie mianem smørrebrød kanapki z plaśniętym kawałkiem ryby będzie pewną herezją dla Duńczyków, poświęcających swoim kromkom o wiele więcej uwagi – ale moim zdaniem już sam dodatek solonego masła i ciemne pieczywo robią dobrą robotę w sobotni poranek.

  • Kromki ciemnego żytniego chleba
  • Opiekana ryba w zalewie octowej
  • Szczypiorek
  • Masło duńskie solone

Zabrać się jak do robienia klasycznej kanapki: kromki chleba posmarować masłem, na wierzchu ułożyć rybę. Szczypiorek drobno pokroić, ułożyć na wierzchu. Najlepiej smakuje przed obiadem, przy lekturze tomiku wierszy Jensena.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *