Muzyka, W bibliotece

Club Tropicana, drinks are free!

Jeżeli tak jak ja potraficie odpocząć zajmując się jedynie kompletnym „nicnierobieniem” – to tutaj znajdziecie do tego motywację. Być może (nie, z pewnością) jestem leniem, który przedkłada błogie patrzenie w sufit z niczym nie powodowanym, lekko obłąkańczym uśmiechem, nad produktywne spędzanie czasu i sumienne wypełnianie obowiązków. „Co się odwlecze, to nie uciecze”, jeśli coś trzeba zrobić, to prędzej czy później i tak zrobione zostanie. Wiem, że dla wielu odkładanie zadań na jutro, których góra po tygodniu zbierania każdego mogłaby przysypać, napawa strachem, a racjonalne planowanie swojego dnia daje wiele korzyści i spokój ducha. Ale czasem nie ma nic lepszego od dania sobie samemu rozgrzeszenia w postaci zdania „zajmę się tym jutro”. To jak ten budzik nastawiany na 10 minut wcześniej, po to, by z satysfakcją odwrócić się na tą chwilę na drugi boczek.

A może właśnie dzisiaj jest dobry moment na odrobinę hedonistycznych przyjemności i zapomnienia o świecie? Moja propozycja nie do odrzucenia jest następująca: przytargajcie swoje doniczkowe palemki, nalejcie pół-świeżego zaprawionego soku do szklanki i spędźcie dzień z Georgem Michaelem. A gdzie? W Clubie Tropicana, oczywiście. Tylko piasku nie wysypujcie na podłogę, bo ciężko się potem odkurza.

Zanim jednak zupełnie pochłonie nas relaks w basenie z drinkiem w ręce, odrobina moralitetów. Jak mniej oficjalne źródła głoszą, popularny utwór Wham! z 1983 roku nie gloryfikuje uciech i swawoli znanych i co bogatszych osobistości w Pikes Hotel na Ibizie, lecz ma być pastiszem tego stylu życia oraz przemycać krytykę pod przykrywką drinków z palemką1. My, zjadacze chleba powszedniego, możemy sie to z łatwością wyczuć, że tekst nie jest na poważnie – no bo kto uwierzy w takie cuda jak darmowe drinki? Nawet gdyby przyjąć, że obsługa hotelu to wolontariusze, to i tak w dalszym ciągu nie jest to wernisaż. Być może drinki te wcale nie są darmowe, lecz niezapłacone. W końcu, a przynajmniej według Bourdaina, bogacze, do cholery, nigdy nie płacą. Zapominają o czymś tak przyziemnym.

Jedna z rzeczy, o której zapomniałem, jeśli chodzi o nieprzyzwoicie bogatych ludzi, na którą zwróciłem uwagę podczas krótkiej styczności z nimi w czasach college’u, to fakt, że ludzie bogaci od pokoleń, od dawien dawna, że te skurwysyny za nic nie płacą. Nie noszą przy sobie gotówki i nawet karty kredytowe zdają się zawsze być… gdzieś indziej, jakby wszelkie małe sumy pieniędzy, które są akurat potrzebne, nie zasługiwały na uwagę. Lepiej ty zapłać. I ja, a jakże, płaciłem. Za codzienne i conocne upijanie się zbyt drogimi drinkami, przekupywanie barmanów, by nocą, pod koniec zmiany, zabierali nas swoimi prywatnymi samochodami i odwozili w miejsce, w którym według niej mogliśmy przenocować. Jakiś gówniany pokój w motelowym stylu w cenie apartamentu w St. Regis. I kolejne drinki.2

W tym świetle można jeszcze nieśmiało zasugerować, że fragment pack your bags and leave tonight oznacza uciekanie w pośpiechu z nieuregulowanym rachunkiem.

Mnóstwo zabawy i słońca, a przegapisz jedynie morze. Kto by się tym przejmował.  Ja na pewno nie, bo do morza i tak mam zbyt daleko. Kiedyś co prawda wyobrażałam sobie, że odłos przejeżdżających pociągów za oknem wraz z ich trąbieniem, to hałas statków towarowych wpływających do portu, ale to wywołuje niezbyt ciepłe skojarzenia: nie z upalnym morskim klimatem, lecz raczej przyklejającą się do całego ciała kurtką przeciwdeszczową i równie niesamowicie przyległymi okularami, przez które już dawno nie widać morza. Ani niczego innego. W takiej sytuacji raczej pragniemy gorącej kawy, a nie przerażająco zimnego drinka.
By jednak nie zrobiło się zbyt chłodno, wróćmy do słonecznych napojów pitych na pontonie. Jakie cechy drink powinien posiadać, by móc się nim w pełni cieszyć? Odpowiedzi na to pytanie szukałam w podręcznym zbiorze przepisów z lat 70. pod nazwą Cocktaile alkoholowe. Poradnik barmana, autorstwa Jerzego Barańskiego i Jerzego Sitko3. Wymieniają oni pięć naprawdę podstawowych cech, z którymi trudno do dziś się nie zgodzić. Wystarczy jeden zły ruch, by nasz relaks nie był kompletny. Pamiętajcie więc o tym, że dobry drink góruje nad pozostałymi alkoholami w wersji solo, tylko wtedy, gdy:
Pobudza apetyt,
Zaspokaja pragnienie,
Stanowi zharmonizowaną kompozycję smakową,
Wywołuje przyjemne samopoczucie,
Jest zimny.
W ramach relaksu poprzestać można na typowym polskim drinku, czyli relaksującej wódce ze szklanką z napojem pomarańczowym. Szczerze mówiąc, mimo licznych wypitych drinków, prostota Screwdriver zawsze do mnie przemawia. A już najbardziej po trzech porcjach.
Drink ten przy całej swej łatwości wykonania może jedynie budzić nieco wątpliwości w samym nazewnictwie. Często pod jedną wspólną nazwą Harcerzyk występują dwa drinki: jeden to wspominany już Śrubokręt, a drugi to jego wersja z sokiem grejpfrutowym, czyli Salty Dog. Ponadto w czeluściach internetu natknąć się można na dość zaawansowane polemiki o to, czym był Harcerzyk – dla jednych jest to wódka z sokiem grejpfrutowym, dla innych z colą, a dla kolejnych wódka z syropem malinowym… a nawet wino rozcienczone wodą mineralną. Czy więc Harcerzyk to nazwa zarezerwowana jedynie dla tego pomarańczowego napoju bogów, czy też jest to ogólne określenie na wychylenie czegoś mocniejszego w towarzystwie? Moje braki podstawowej wiedzy alkoholowej szybko uzupełnił Słownik języka polskiego PWN, który uświadamia, że harcerzyk, poza byciem porządnym chłopcem w dziwnym stroju, jest także wódką rozcieńczoną sokiem owocowym. Zdaje się, że dowolnym.
W końcu czas na drinka. Jako, że jak już wspominałam – jestem leniem – to ograniczę się dziś do minimum koktajlowego wysiłku i pozostanę przy zwykłym Śrubokręcie. Czy też Harcerzyku.
Screwdriver
50 ml wódki
100 ml soku pomarańczowego
kostki lodu
cukier i plasterki cytrusów dla bajeru
 
Wymieszać wódkę z sokiem i lodem. Szklankę ozdobić plasterkiem owoca oraz starym i dobrym brzegiem z cukru, zanurzając wcześniej krawędź kieliszka koktajlowego w soku z cytryny. Drink przelać do kieliszka i rozpocząć domowe opalanie przy mocnej żarówce.
 
PS Wiem, że będziecie teraz cały dzień nucić Club Tropicana. Nie ma za co.

2 Anthony Bourdain, O, kuchnia! Kill Grill 3 (Medium Raw. A Bloody Valentine to the World of Food and the People Who Cook), Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2012.
3 Jerzy Barański, Jerzy Sitko, Cocktaile alkoholowe. Poradnik barmana, Warszawa 1978.

4 komentarzy do “Club Tropicana, drinks are free!

  1. hehehe :)))) jakże na czasie ten tekst! bo ja właśnie w ramach wyluzowania w czasie pandemicznego zwolnienia obrotów, tudzież dla zdrowotności, czyli zalecanego odkażania, popijam od tygodnia (w sensie nie że bez przerwy, ale każdego dnia) HARCERZYKI właśnie! W epoce peerelu harcerzykiem była wódka z greckim sokiem pomarańczowym z puszki (pod nazwą Dodoni), więc mój harcerzyk to wódka z sokiem pomarańczowym :).

  2. Czyli jednak z pomarańczowym! 🙂 Oczywiście, regularne odkażanie jest zalecane, ja także odpowiedzialnie praktykuję. Tylko jeszcze muszę gdzieś zamocować w domu hamak, bo to rzecz bardzo pomocna w relaksie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *