Na ekranie, Przepisy, Seriale, W kuchni

Coś dla siebie, czyli o jabłkowym cieście z „Tacy właśnie jesteśmy”

Jedzenie w filmach i serialach często występuje w nieco ważniejszych rolach, niż można na pierwszy rzut oka stwierdzić. Jabłkowe ciasto w serialu Luca Guadagnino “Tacy właśnie jesteśmy” użyte zostało dla podkreślenia tego, jak mało uwagi jedna z bohaterek – Jenny – poświęca sobie samej, i jednocześnie jak bardzo przedkłada czyjąś wygodę i zadowolenie nad własne.

Ciasto to zostało przez nią przygotowane dla jej męża, z okazji odbywającego się w Chioggii festynu. Jest to jego ulubiony wypiek, więc można podejrzewać, że na stole rodziny pojawia się o wiele częściej. Podczas rozmowy Jenny i jej sąsiadki Maggie na wspomniany festyn poznajemy kilka tradycyjnych nigeryjskich dań – bo bohaterka pochodzi właśnie z Nigerii i kuchnię tą zna doskonale. Potraw tych Jenny jednak nie przygotowuje. Dlaczego? Tłumaczy, chyba z lekkim zakłopotaniem, że mąż za nimi nie przepada. W tej krótkiej rozmowie dowiadujemy się jak wiele, może drobnych ale istotnych rzeczy, kobieta zmieniła w swoim życiu – nie pod przymusem, lecz sama z siebie. Finalnie, z powodu różnych zawirowań i zagubień niemalże wszytskich bohaterów, ciasto jabłkowe nie dociera do osoby, dla której było ono przeznaczone. Jenny nie potrafi odnaleźć męża w chaosie festynu, jednak z pomocą Maggie odnajduje coś innego, dawno utraconego – czyli własną przyjemność. W tym momencie ciasto zostaje beztrosko zjedzone przez obie kobiety, bez zbędnych ceregieli ze sztućcami i talerzykami, po prostu rękoma.

Oczywiście, nie ma niczego złego w dbaniu o bliską osobę. Tym bardziej dla osób lubiących gotowanie, widok zadowolonej twarzy nad talerzem z ulubionym daniem jest jednym z piękniejszych. Jednak ustawianie pod nią wszystkiego i rezygnowanie z tego tytułowego “czegoś dla siebie” – to już inna sprawa, i z pewnością nie służy to bohaterce, choć być może wcześniej nie była ona tego całkiem świadoma. Zresztą, żeby zrezygnować z takiej potrawy, jaką jest zupa egusi? Okrutne!

Kadr z serialu "Tacy właśnie jesteśmy". Jenny i Maggie w drodze na paradę.
Tacy właśnie jesteśmy, odcinek 3, 2020.

Kolejną kwestią, którą można przy okazji tego serialowego ciasta podjąć, to spontaniczność przyjemności. Pewien “rytuał” w postaci przygotowania potrawy z pewnością sprawia Jenny satysfakcję. Jednak gdy któryś element rytuału się sypie, dostrzega ona nonsens tej sytuacji i jej własnego daremnego w gruncie rzeczy wysiłku. To już zdecydowanie nie sprawia jej przyjemności, a jedynie przykrość. Tą pierwszą odnajduje jednak, po całym dniu włóczenia się, w zwykłym, pozbawionym celebracji jedzeniu ciasta.

O, właśnie ten brak celebracji wydaje się być kluczowym. I to nie tylko w kwestii jedzenia. Dotyczy to równie dobrze ubrań trzymanych na specjalną okazję gdzieś w głębi szafy, lepszych kosmetyków, czy wreszcie tej sterty ładnych notesów (których swoją drogą w końcu zaczęłam używać). Zdarzało mi się podobnie postępować z jedzeniem: bo te droższe czekoladki w inny dzień będą mi bardziej smakować, a musujące białe wino trzymane w lodówce przyda się na jeszcze bardziej upalny dzień niż obecnie. Te szukanie odpowiedniej okazji i tworzenie idealnych warunków – no bo trzeba najpierw posprzątać, rozłożyć lub złożyć kanapę, znaleźć ten jeden jedyny talerzyk z którego wszystko najlepiej smakuje – pochłania już tyle energii, że gdzieś po drodze ucieka ta spontaniczna radość z dobrego jedzenia. Jest to ta radość określana jako dziecięca, prawda? Wtedy, gdy lód topił się i spływał na brudne z piasku ręce, a i tak smakował on wyśmienicie. 

Istnieje jednak sposób na odnalezienie tej spontanicznej radości, bez konieczności przenoszenia się w czasie, co nawet gdyby było możliwe, to i tak wolałabym tego uniknąć. Wystarczy najzwyczajniej w świecie sobie odpuścić. Dać sobie spokój z tymi całymi “idealnymi” warunkami – i po prostu zjeść te cholerne ciasto rękami.

Jeżeli już skłaniamy się ku temu sposobowi konsumpcji, to trzeba przypomnieć, że potrawy faktycznie mogą wtedy smakować o wiele lepiej. Bardziej je doświadczamy, angażując nie tylko zmysł smaku i zapachu, ale także i dotyku, który poznaje strukturę dania jeszcze przed trafieniem do ust. Zresztą w niektórych kulturach jest to oczywisty sposób pożywiania się, a wszelkie dodatki sztućców okazują się być zbędnymi. No, może poza łyżką do zupy, ale… przechylenie miski wydaje się być przecież bardziej intuicyjnym od machania jakimś patykiem z wgłębieniem. A i sama zupa inaczej, nieco szerzej, rozchodzi się po języku, co oczywiście pogłębia jej smak. Przyjemność jest więc podwójna. Pierwsza – ze smaku dania, druga – przez prostotę i spontaniczność jedzenia rękami, bez specjalnych wcześniejszych przygotowań. Okazuje się, że czasem brak celebracji też może być celebracją. I to tego najlepszego rodzaju.

Problem jedynie w tym, że ten spontaniczny brak celebracji także sobie zaplanowałam.


Dwa zdjęcia. Po lewej ciasto z nadzieniem z jabłkek i daktyli, po prawej już upieczone.

Ciasto, które można jeść rękami

Poniższy przepis pozwala na wykonanie ciasta podobnego do tego, które przygotowała bohaterka serialu. Bazuje on na przepisie Mariny Filippelli, jednak samo nadzienie zostało nieco urozmaicone, by nadać temu wypiekowi choć namiastkę smaku kojarzonego z kuchnią nigeryjską. Pojawia się więc tutaj poza jabłkami i słodkimi daktylami rozgrzewająca podniebienie odrobina czarnego pieprzu. Oczywiście nie ma się co tutaj cackać z podaniem – ciasto to najlepiej smakuje jedzone rękami.

  • 140 g zimnego masła
  • 300 g mąki
  • 2 jajka (1 żółtko, 1 całe)
  • zimna woda
  • sok z połowy cytryny
  • 4 duże jabłka
  • dwie garści suszonych daktyli
  • 3 szczypty czarnego mielonego pieprzu
  • 5 łyżek cukru
  • łyżka mleka
  • zimna woda

Przygotować ciasto: do miski przesiać mąkę, dodać pokrojone w kawałki masło i żółtko. Rozcierać masło z mąką w palcach do momentu, aż będzie przypominać okruszki. Dodać nieco soku z cytryny, stopniowo dolewać zimną wodę i wyrabiać aż ciasto będzie zwarte i gładkie. Podzielić je na dwie części i schłodzić przez godzinę w lodówce.

Jabłka obrać i pokroić w kostkę, pokroić także daktyle. Podgrzewać w garnku razem z 4 łyżkami cukru, pieprzem i pozostałym sokiem z cytryny, aż jabłka lekko zmiękną. Ciasto wyjąć z lodówki, jedną część rozwałkować i przełożyć na spód i boki formy do pieczenia o średnicy 25 cm. Wyłożyć nadzienie. Drugą część rozwałkować, pokroić w paski i ułożyć kratkę na nadzieniu.

Jajko wymieszać z mlekiem i łyżką cukru, posmarować wierzch ciasta. Piec około 40 minut w 200 stopniach.


Kadry: Tacy właśnie jesteśmy (We Are Who We Are), reżyseria: Luca Guadagnino, studio: Home Box Office (HBO) / Wildside, dystrybucja: HBO, USA/Włochy 2020.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.