Kadr z filmu "Dzień świra", na jego tle brioszka czekoladowa.
Filmy, Na ekranie, Przepisy, W kuchni

Brioszki? Na kolację?

…ty chyba masz coś z głową. Te trzy zdania rozpoczynają nieprzyjemną kłótnię byłych małżonków w filmie „Dzień świra” Marka Koterskiego. W tej krótkiej wymianie zdań dochodzi do streszczenia uraz i konfliktów między dwoma postaciami: Adasiem Miauczyńskim, a jego byłą żoną. Jest to wymiana zdań przez wielu chętnie cytowana i wielokrotnie powtarzana – zresztą jak wiele kwestii z tego filmu zaczerpniętych – niestety równie często sprowadzana do jakże bogatej refleksji nad istotą związku pod postacią: „ale jej dowalił he he he”. Nie będziemy tutaj jednak dochodzić do tego czyja riposta była lepsza, bo to nie to jest tak naprawdę sednem tej sceny. (Chociaż, nie powiem, urzeka mnie prostota idei „z dupą” jako odpowiedzi na wszystko). Źródłem tej kłótni stają się brioszki z czekoladą, na kolacje Sylwuniu synuniu kupione. Skoro więc jakiś nieszczęsny drożdżowy wypiek rozpoczyna tak nieprzyjemną salwę wzajemnych docinek… no to warto się tym zająć.

Oczywiście rozumiem po części oburzenie głównego bohatera, no bo brioszki? Na kolację? Toż to przecież typowe śniadanie! Ale dlaczego te zwykłe słodkie bułki z czekoladą miały by być czymś aż tak bulwersującym, by wyzwolić tak wiele obraźliwych zdań?

Fakt, jest to może nieco nietypowy pomysł na kolację. To jedne z klasycznych francuskich śniadań, opcjonalnie słodka przekąska do kawy pitej w ciągu dnia. Ale na kolacjach goszczą one rzadko. Z perspektywy Adasia mogą być dodatkowo postrzegane jako coś średnio pożywnego, jakiś tam „wymysł”, odmienny od na przykład tradycyjnych porządnych kanapek z serem i wędliną. Także samo jedzenie słodyczy na noc nie przez każdego jest mile widziane. Być może na negatywną ocenę propozycji kolacji wpływa także fakt, że jest to danie gotowe, kupione na szybko.

Ale tak naprawdę… w tym przypadku brioszki mogłyby być zastąpione dowolnym innym daniem. Wykorzystane one zostały jako zaczepka do rozpoczęcia kłótni i zaatakowania kobiety, której w danym momencie jedynym „przewinieniem” był zakup brioszek na kolację. Jakie były wcześniejsze? Tego nie wiemy, jednak problemy w dawnym ich związku zostają za chwilę dość dosadnie zasugerowane w kolejnych zdaniach wypowiadanych przez bohatera. Brioszki stają się więc jedynie pretekstem do dogryzienia byłej małżonce i wypomnienia  dawnych uraz, które jak widać głównego bohatera wciąż poruszają. Duża ilość frustracji, brak wsparcia i nagromadzenie innych problemów skutkują w tym przypadku wybuchem agresji, której zapalnikiem jest – w tej scenie, ale także w wielu innych – coś banalnego. Tak prozaicznego, jak choćby bułeczki z czekoladą. Być może jest to banalne z perspektywy reszty otaczającego go świata, świata, który nie okazuje Adasiowi Miauczyńskiemu zrozumienia. A i on już tego zrozumienia okazywać innym nie chce.

Obie strony uparcie pozostają przy swoim zdaniu, a sama wymiana zdań do niczego nie prowadzi, poza chwilowym wyładowaniem frustracji. Adaś rozpoczyna zaczepką. Gdy kobieta się na nią łapie, były mąż szybko wykorzystuje sytuację – odbija piłeczkę i obraża kobietę, a kobieta reaguje agresją wyrażaną pojedynczymi słowami, jednocześnie nieświadomie przyznając byłemu mężowi rację i dając pole do rozwoju dla dalszych docinek. Obydwie strony sobie dogryzają, ale jakoś żadna siebie nie rani. Małżeństwo pewnie takie wymiany nic nie wnoszących zdań przeprowadza regularnie, przy każdym spotkaniu, więc raczej skupiają się bardziej na wygraniu zażartego pojedynku na riposty, niż na tym czy coś ze słów drugiej osoby ich zabolało. Jeżeli udaje im się kogoś zranić, to jedynie osobę przyglądającą się kłótni – najgorzej na „bitwie o brioszki” wychodzi smutnie zwieszający głowę Sylwuś, któremu tak naprawdę było obojętne, co na tą kolację zje.


Brioszki z czekoladą na papierze do pieczenia.


Brioszki czekoladowe

Tym razem, nie inaczej, przepis na brioszki z czekoladą. Można kupić gotowe, co jest dobrym rozwiązaniem ze względu na dość długi czas przygotowania, jak w każdym drożdżowym cieście. Ale oczywiście można też zrobić własne i rozkoszować się ich słodkim zapachem podczas pieczenia, który wynagradza czas oczekiwania. Wypiek ten występuje pod wieloma postaciami: jako okrągłe bułeczki, chlebek do odrywania czy nawet dwie fikuśnie sklejone kulki ciasta. Niezależnie od kształtu, smak i tak jest świetny. Ja słodkie kolacje jem naprawdę bardzo rzadko, więc brioszki u mnie pozostaną jednak posiłkiem głównie śniadaniowym. Ale śmiało, można je jeść na kolację. Nie będę krzyczeć.

  • 500 g mąki pszennej
  • 8 g drożdży suchych lub 20 g świeżych
  • szklanka mleka
  • 3 łyżki cukru
  • 3 jajka + 1 żółtko
  • 200 g masła
  • 120 g czekolady gorzkiej

Zrobić zaczyn: w odrobinie letniego mleka rozmieszać drożdże, dodać łyżkę mąki i łyżkę cukru. Odstawić na 10 minut. Mąkę przesiać, dodać gotowy zaczyn, pozostałe mleko, cukier oraz 3 jajka. Mieszając stopniowo dodawać masło. Wyrobić gładkie elastyczne ciasto, zagniatać kilka minut. Odstawić do wyrośnięcia na około 1 godzinę. Po tym czasie do ciasta dodać drobno pokrojoną czekoladę, ponownie wyrobić i znów odstawić do wyrośnięcia na kolejną godzinę. Formować bułeczki, posmarować roztrzepanym żółtkiem i piec około 15 minut w 180 stopniach.


Kadr: Dzień świra, reżyseria: Marek Koterski, studio: Agencja Produkcji Filmowej / Non Stop Film Service / Studio Filmowe Zebra / Vision Film Production, dystrybucja: Vision Film Distribution, Polska 2002.

3 komentarzy do “Brioszki? Na kolację?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.