Na ekranie, Seriale

O tej wstrętnej kawie z automatu

Myślę, że każdy przynajmniej raz miał styczność z automatem sprzedającym gorące napoje. I jestem niemal pewna, że wybranym produktem pierwszej potrzeby była kawa. Widok tego rodzaju maszyny na pewno poprawia nastrój w trudnej sytuacji, gdy naprawdę potrzebujemy kofeiny, tu i teraz.

Automaty czasem są powodem naszego strachu. Strachu przed tym, że dostaniemy nie to, co zamówiliśmy. A zdarza się to nad wyraz często. Do najczęstszych wariacji w tym temacie należą:
kubek bez kawy,
kawa bez kubka,
kawa bez wody,
wrzątek bez kawy.
Gdzie zgłosimy nasze niezadowolenie z usługi, skoro sprzedawcy nie widać na horyzoncie? Będziemy dzwonić do serwisu z powodu 3 złotych? Można się pocieszyć, że jest to i tak lepsza sytuacja, niż podmienienie kubeczka z płynem do płukania.
Dzisiaj, mimo większej ilości przycisków, zakup kawy wygląda już zdecydowanie prościej. Technologia poszła do przodu. Teraz elektroniczny, dotykowy ekran na bieżąco informuje nas o stanie automatu. Z wyświetlanych komunikatów dowiemy się wielu pożytecznych rzeczy na temat aktualnego stanu maszyny. Między innymi, są to tego typu informacje:
awaria terminala,
brak drobnych,
brak kawy,
brak wody,
brak chęci do życia.

A jednak, nie rezygnujemy z zakupów w automacie. Często dlatego, że nie mamy alternatywy  termos uległ destrukcji, a kawiarnia za daleko. Jaka więc jest ta złowroga kawa? Wiele można o niej powiedzieć, ale na pewno nie to, że jest wyśmienita. Zanim jednak zaczniemy ją tak surowo oceniać, zastanówmy się: czy tak naprawdę ktokolwiek oczekuje aromatycznego napoju, ze świeżo mielonych ziaren, o wyjątkowych nutach smakowych… w automacie? Raczej każdy akceptuje fakt, że jest to energetyczny produkt kawopodobny. Ważne, by był gorący.
Dlaczego jednak mieszanie kawy z cukrem (dla zabicia smaku) w papierowym kubeczku budzi we mnie jak najbardziej pozytywne uczucia? Myślę, że jest to powodowane samą możliwość wypicia czegoś gorącego w niesprzyjających warunkach, zakorzenione w czasach, kiedy jeszcze kawa na wynos w kawiarniach wcale nie była standardem. Na dodatek, jest to jednak napój świeżo przygotowany, a nie leżący w termosie od kilku godzin, gdzie z każdą minutą staje sie odrobinę chłodniejszy.
Ale dobra, są to argumenty, które bez problemu można zbić. Jest jednak jeszcze jeden aspekt kupowania gorących napojów z automatu. I to bardzo ważny.
Otóż, kupowanie w tego typu maszynach wzmacnia więzi społeczne. Stanie w kolejce do automatu z kawą można porównać do wyjścia na papierosa w pracy lub na imprezie. Odkąd nie palę, mój udział w życiu towarzyskim niestety nieco się zmniejszył. Teoretycznie mogłabym namawiającym znajomym z klasą odpowiadac jak Russell Crowe w Dowodzie życia, że palę tylko wtedy, gdy blefuję. Jednak ciężko jest ukryć żal po straconych  niepoznanych najlepszych plotkach i niepokój, że jednocześnie możesz stać się ich głównym tematem. Musisz więc znaleźć alternatywę, bo całkiem wypadniesz z ostatków kręgu towarzyskiego.
Jak widać, nie zawsze chodzi tylko o samą kawę i jej smak, zwykle pozostawiający wiele do życzenia. Według przeprowadzonej ankiety napój zakupiony w automacie polepsza samopoczucie 25,3% respondentów. Otwarte pozostaje pytanie, czy kawa wypijana jest w odosobnieniu, czy w towarzystwie, wzmacniając więzi społeczne, co też może mieć wpływ na pozytywne odczucia respondentów1.
Automaty zwykle umieszczone w strategicznym punkcie, przy wejściu lub innym wystarczająco tłocznym miejscu. Możesz tam spotkać znajomych. Czasem warto też zaszaleć i pogadać nawet z nieznajomymi. Sama usilnie próbuje kogoś poderwać metodą na drobne, ale na razie się nie udało. Zresztą wprowadzenie możliwości płatności kartą krzyżuje takie plany. Obecnie niekóre automaty aspirują nawet do bycia inteligentną maszyną, rozpoznającą twarze klientów i proponującą produkty w oparciu o historię zamówień danej osoby2. Osobiście się z żadną nie spotkałam, ale pojawia się w mojej głowie przerażająca wizja, że będzie się z nią łatwiej rozmawiać niż z prawdziwą osobą.
Jednymi z pierwszych automatów vendingowych, oferujących spragnionym kofeiny gorącą kawę, były te wprowadzone krótko po transformacji ustrojowej  w 1992 roku  przez spółkę SPOCO3. Szybko zyskują na popularności, a ich społeczny aspekt na pewno doceniło wiele pracowników dużych firm. W jak wielu wyglądało to jak w polskiej wersji Camera Cafe? Produkcja ta musiała stworzyć możliwość utożsamiania się z sytuacją bohaterów, co po części tłumaczy popularność tego mini-serialu (poza głównym czynnikiem w postaci Tomasza Kota).
Okolice automatów stają się miejscem spotkań, mimo że sama idea tego typu sprzedaży miała ograniczyć kontakt z innymi ludźmi. W Polsce pojawiają się o wiele później, niż w innych częściach świata: na przykład w Stanach Zjednoczonych, no i oczywiście w Japonii. Amerykański Automat, wprowadzony przez Josepha Horna i Franka Hardarta w 1902 roku, stworzony został po raz pierwszy w Niemczech, już w roku 1895. Nie był on całkowicie zautomatyzowanym urządzeniem, znanym obecnie z okolic dworców i uczelni, ale rodzajem restauracji. Za ścianą, niewidoczny dla klientów personel przygotowywał zamawiane posiłki, które póżniej umieszczane były w skrytkach. Odbierający zamówienie klient nie miał kontaktu ani z kucharzami, ani z kelnerami. Co istotne, Automat oferował także zakup świeżo zaparzonej kawy – być może nieco lepszej jakości w porównaniu do tej, jaką obecnie możemy w podobnej maszynie znaleźć4.
Pocztówka z lat 30., przedstawiająca Automat i oferowane produkty, źródło: Wikimedia Commons
Automat na Manhattanie, 1936 r., źródło: Wikimedia Commons

To jak, spotkamy się przy automacie?


1 A. Rój, Wybrane zachowania konsumentów na rynku kawy z automatów vendingowych, „Handel wewnętrzny” 2017, tom 366, zeszyt 1, s. 301.
2 Ibidem, s. 229.
https://www.forbes.pl/przywodztwo/jak-wyglada-polski-rynek-vendingowy/2eh862w
4 B. Strauss, The Rise and the Fall of the Automat. Or Whatever happened to Horn & Hardart?https://www.thoughtco.com/the-rise-and-fall-of-the-automat-4152992

Mr. Bean, odcinek 12: Tee Off, Mr. Bean, reż. John Birkin, Wielka Brytania 1995.
Camera Cafe, Polska 2004.

6 komentarzy do “O tej wstrętnej kawie z automatu

  1. Po raz pierwszy spotkałam się z automatem sprzedającym napoje na studiach podyplomowych. Uważana byłam chyba za dziwoląga, bo nie piłam kawy, tylko czekoladę – albo raczej płynny wyrób czekoladopodobny. Byłam w mniejszości, więc kubek z samym wrzątkiem nigdy mi się nie trafiał :). Ale wyrób ten wtedy pyszny był! No bo studia były w systemie weekendowym, w odległym mieście, więc wiadomo – człowiek zmęczony dojeżdżaniem i niedospaniem, a jeszcze wielogodzinne wykłady, no i taki gorący i słodki napój z automatu na korytarzu czy w holu miło wypełniał brzuszek, a potem duszę i serce, wprowadzając w stan ogólnej szczęśliwości :). Kto by tam rozważał, czy ta czekolada to czekolada, czy słodkie kakao i czy z ziaren bio, certyfikowanych, czy z jakichś zmiotek albo chemicznego koncentratu… W późniejszych latach zaczęłam pić kawę, żeby podnieść marne ciśnienie, ale przyjemności żadnej z tego nie czerpałam. Natomiast od niedawna weszłam na wyższy poziom kawowej świadomości, nauczyłam się parzyć, cokolwiek rozróżniać, no i o kawie z jakiegokolwiek automatu (z kapsułkowym włącznie), myślę teraz z obrzydzeniem.

  2. Ja podobnie, na studiach, wcześniej nie miałam potrzeby kupowania w automacie. Teraz przerzuciłam się na dobry termos, ale jednak taka maszyna w pobliżu to zbawienie, gdy jego zawartość się skończy, w szczególności w zimie. I jakoś się wtedy energiczniej robi notatki, nawet na najbardziej nudnych wykładach 🙂

  3. Podoba mi się Twój wpis, ale….nie lubię kawy z automatu i jej nie piję.
    Widzaiłam, jak pan łądował taki auomat – wiadro kawy w proszku, która wyglądała jak brudny piasek, i wiadro wody z kranu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *