Filmy, Na ekranie, Przepisy, W kuchni

Trochę mi się przejadło

Przejadło mi się spaghetti carbonara. Ciężko, by było inaczej, skoro zżarło się wielką miskę i jeszcze dwie dokładki, leżąc brzuchem do góry pod choinką w okołoświątecznym okresie. Ho, ho, ho. Czy znacie ten moment, w którym to zamiast ugotowania jednej porcji makaronu „przez przypadek” wsypuje wam się cała paczka? No, właśnie. Dokładnie coś takiego miało miejsce, musicie mi uwierzyć na słowo. A co ugotowane, to już się nie odgotuje. Fakt faktem, nie musiałam tego wszystkiego zeżreć na raz. Ale to było TAKIE DOBRE.

Do czasu.

Opisywana sytuacja miała miejsce parę dobrych lat temu, jednak awersja do spaghetti carbonara pozostała ze mną na długo. Dopiero niedawno doszłam do stanu, w którym to mogłabym chociażby o tym daniu pomyśleć.

Ale przejedzenie przejedzeniu nie równe. Możemy mieć dość jakiegoś dania z własnej głupoty i obżarstwa, a możemy także nie mieć wyboru co do składników. Bycie zmuszonym do jedzenia wciąż tej samej potrawy kojarzy się nieco z monotonnym menu szkolnej stołówki i dziecięcymi protestami, jednak różne inne życiowe okoliczności mogą doprowadzić do tej trudnej sytuacji. Równie dobrze może to być wakacyjny pobyt na wsi w czasie sezonu na bób, kiedy to każda ciotka chce cię poczęstować własnymi zbiorami. Ale wszystkie te przykłady stają się drobnostkami w porównaniu z kolejnym. Jest nim – jakkolwiek nie zabrzmi to absurdalnie w czasie siedzenia w ciepłym domu i wygodnym fotelu – utknięcie na bezludnej wyspie, z brakiem większych umiejętności w zakresie sztuki przetrwania, za to z całkiem sporą ilością kokosów i krabów.

cast away kokosy
cast away scena z łowieniem kraba
Cast Away, 2000

Dokładnie w takiej sytuacji w wyniku wypadku samolotowego znalazł się Chuck Noland, bohater filmu Cast Away. Dość szybko okazało się, że spożywanie darów morza bez obróbki termicznej nie jest najlepszym pomysłem – a na pewno nie najsmaczniejszym. Jego walkę z jedzeniem rozpoczęła więc sterta kokosów, oczywiście trudnych do rozłupania. Jako że orzechy te w nadmiarze powodują pewne nieprzyjemne gastryczne dolegliwości, wzniecenie ognia stało się koniecznością do przetrwania. Gdy bohater w końcu opanował tą umiejętność, mógł do woli cieszyć się smakiem krabiego mięsa. Odrobina luksusu. Jednak przebywając przez dłuższy czas na wyspie… można mieć już dość. Nie tylko samotności. Również ryb, krabów i kokosów.

W jednej z ostatnich scen filmu (już po powrocie bohatera z wyspy) ukazana została jego impreza powitalna. Któryś z organizatorów tego wydarzenia wpadł na genialny pomysł urządzenia imprezy tematycznej, jakże stosownej do okazji – czyli bufetu pełnego owoców morza. Na stołach widoczne są wszelkie krewetki, rybki, sushi i kraby. Jak można się domyślić, Chuck posiadł już pewną niechęć do tych smakołyków. Czy mogło mu się to trochę przejeść? Oj, zdecydowanie.

cast away ostatnia scena
cast away krab
cast away tom hanks krab
cast away tom hanks

Gdy bohater przechadza się smętnie wokół stołu, jeszcze może w lekkim szoku, jego szczególną uwagę przykuwają właśnie szczypce kraba. Mamy tutaj odniesienia do dwóch sytuacji z wyspy, obydwu czasochłonnych i nie najprostszych. Pierwsza to polowanie na kraba, z którego wiele do jedzenia nie ma. Druga – długotrwałe próby wzniecenia ognia. Po powrocie dostaje to wszystko podane na tacy: już przygotowane, gotowe odnóża skorupiaka oraz… zapalniczkę. Dwie rzeczy, których zdobycie wcześniej było tak trudne. Wyraz twarzy bohatera trzymającego w ręce kolejno kraba i zapalniczkę mówi wszystko. Tutaj, na lądzie, przychodzi to tak łatwo… Chociaż ja sama pewnie nie poradziłabym sobie z obrobieniem żywego kraba nawet w domu, to nie ukrywajmy, i tak byłoby to prostsze niż łapanie go na bezludnej wyspie.

A teraz idę uczyć się rozpalać ogień, tak na wszelki wypadek.


spaghetti alla carbonara z krewetkami

Spaghetti carbonara z krewetkami

Nie śmiem oczywiście porównywać swojego przejedzenia carbonarą z męczarnią bohatera rzeczonego filmu, jednak uważam że połączenie mej makaronowej traumy z owocami morza będzie idealnym podsumowaniem dzisiejszego wpisu. Być może miks ten brzmi nieco przerażająco, jednak o ile nie pała się nienawiścią do żadnego z użytych produktów, to jest on naprawdę smaczny. Boczek doskonale łączy się ze smakiem krewetek. Ja użyłam marynowanych bo jest leniem, ale można dodać także surowe i podsmażyć je krótko razem z boczkiem. Chociaż ja sama nie mam nic przeciwko śmietance w sosie do makaronu, to tutaj jej nie ma, bo nie stanowi ona dodatku w przepisie na oryginalną carbonarę. I tego się trzymajmy.

1 porcja

  • 80 g makaronu spaghetti
  • 1 żółtko
  • 10 g parmezanu lub peccorino
  • 50 g krewetek marynowanych
  • 2 cienkie plastry wędzonego boczku
  • sól i pieprz

Ugotować makaron al dente. Na patelni podsmażyć drobno pokrojony boczek z niewielkim dodatkiem tłuszczu. Żółtko rozmieszać, dodać drobno potarty ser, sól i pieprz. Bezpośrednio na patelnię przełożyć łyżką cedzakową ugotowany makaron, dorzucić krewetki. Do żółtka nalać odrobinę wody z gotowania spaghetti i szybko rozmieszać. Przelać je na patelnię z makaronem, wyłączyć palnik i wymieszać. Przełożyć na talerz.


Kadry: Cast Away, reż. Robert Zemeckis, USA 2000.

1 komentarz do “Trochę mi się przejadło

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *