Scena z filmu brunet wieczorową porą. Michał Roman nalewa wódkę do kieliszka.
Filmy, Na ekranie, Przepisy, W kuchni

Kaszanka i wódka, czyli niespełniony comfort food w „Brunecie wieczorową porą”

Czym jest comfort food? To oczywiście posiłek, który nie dość, że wybornie smakuje, to jeszcze wywołuje w nas miłe wspomnienia lub zapewnia swego rodzaju poczucie bezpieczeństwa. Kojarzymy go często z instagramowymi zdjęciami cudownie parujących misek z zupą albo tłustych pierożków ponętnie oblepionych skwarkami. Jednak czym jest dokładnie? Czy da się w jakiś sposób określić jego typowo smakowe walory, najbardziej typowe składniki?

Ten komfortowy posiłek, choć w większości przypadków reprezentowany jest przez danie ciepłe i dość tradycyjny, to dla każdego będzie nieco inny. Równocześnie rzadko kiedy będzie też równie elegancki co smaczny. Ważne jednak, że na samą myśl o nim robi się nam ciepło w brzuchu. To uczucie zakochania, które nigdy nie słabnie.

Równie komfortowe co jedzenie będą stosowne napoje. Szklanka kompotu, gorąca herbata z cytryną i cukrem czy też lampka czerwonego wina – przecież czasem traktować je trzeba co najmniej na równi z posiłkiem, a czasem nawet jako autonomiczny posiłek. Jednak wersją najbardziej na bogato, będzie połączenie tych dwóch sił.

Comfort food bywa niepozorny. Skrywać się może nawet w plastrach kaszanki (dla niektórych przecież przerażającej) i w kieliszku wódki (niektórych przecież odrzucającej). Z pewnością tym właśnie – komfortowym posiłkiem i chwilą błogiego relaksu – było dla Michała Romana, bohatera filmu „Brunet wieczorową porą„, połączenie jedzenia oraz alkoholu. Problem jedynie w tym, że nie dane było mu tej przyjemności w spokoju zaznać.

Kadr z filmu "Brunet wieczorową porą". Nabieranie na widelec kawałka kaszanki z talerza. W tle kiszona kapusta na półmisku.
Brunet wieczorową porą, Zespół Filmowy „Pryzmat”, 1976

Wspomniana kaszanka pojawia się w filmie po raz pierwszy w scenie rodzinnego obiadu, a towarzyszy jej góra kiszonej kapusty. Posiłek ten do najprzyjemniejszych jednak nie należy, choć niekoniecznie z powodu doboru potrawy. Rozmowa przy wspólnym stole jest właściwie ilustracją słów żony bohatera – czyli „rodziny zawsze ma się dosyć”. Niezależnie od tego, ile jest w tym faktycznie racji, kaszanka żyje własnym życiem i do nieswoich spraw się nie miesza. Jest ona po prostu spokojnie spożywana przez wszystkich członków „biesiady”, nawet tych najmłodszych (choć bez plucia w talerz się nie obeszło). 

Po wyjeździe z domu rodziny bohatera, decyduje się on także na taką potrawę. Spożywa ją jednak w innym anturażu – bo samotnie, przed telewizorem i z dodatkiem wódki w kieliszku. Wspomniana scena jest kwintesencją takiego komfortowego, wyczekiwanego posiłku. Michał Roman zje tę samą potrawę co na obiad, jednak ta kaszanka jest tylko jego. Jest lepsza od wcześniejszej, bo przecież wcześniej widzimy, jak opiekuńczo zawija ją w papier. Być może dlatego, by nikt niepowołany jej nie zauważył i nie chciał się dorwać do koryta. To tylko jego kaszanka. Jego skarb. Najcenniejszy w tej chwili. Choć może już chwilę później sam spokój ducha byłby jednak cenniejszy, bo i kaszanką tą nie jest dane mu się nacieszyć. 

Bo jak widzimy Michałowi co chwilę ktoś lub coś przeszkadza w jej spożyciu. Co rusz bohater zabiera się do swojej kaszanki, już kroi chlebek – od niego przecież zaczyna, jakby preludium do oficjalnego prawdziwego posiłku – to ktoś mu przerywa. Najpierw pojawia się problem z synchronizacją zegara z godziną podaną w telewizji, a to dopiero początek kłopotów. W całym filmie niestety nie zobaczymy, jak w końcu udaje się mu ją w spokoju zjeść. 

Kadr z filmu "Brunet wieczorową porą". Ręka sięga po leżącą na śniegu kaszankę.
Brunet wieczorową porą, Zespół Filmowy „Pryzmat”, 1976

Preludium. To istotna część komfortowego jedzenia. Bo czy comfort food jest tylko nałożeniem góry jedzenia na talerz, czy też może stanowi rodzaj rytuału? Michał Roman najpierw przygotowuje produkty, włącza telewizor, kroi kromkę, nalewa alkohol… Nie zabiera się od razu do jedzenia. Pewnie też dlatego dojeść go nie może. Może gdyby zaczął od razu, sprawa wyglądałaby inaczej – ale tak na szybko, po macoszemu… Wtedy posiłek inaczej smakuje, nie aż tak dobrze, prawda? I myślę, że większość doskonale zna te przygotowania. Może nie dla każdego będzie to wysprzątanie całej swojej okolicy i zapalenie eleganckich świec, ale za to szukanie odpowiedniego filmu na wieczór i przeglądanie długiej listy, podczas gdy przyrządzona potrawa obok czeka na nas i stygnie? Oj znamy to, znamy.


Fotografia: smażone plastry kaszanki na białym talerzu, obok kieliszek wódki. W tle stara gazeta. Pod spodem obrus w biało-żółtą kratkę.

Do dzisiaj w sklepach mięsnych możemy znaleźć hasła reklamujące kaszankę (do spółki z salcesonem) “taką jak za prl-u”. I marketing ten słusznie działa. Zdaje się, że kaszanka w PRL-u była swego rodzaju rarytasem – piszę “zdaje się”, ponieważ tej dawnej na własne oczy nie widziałam ani nie jadłam, opieram się więc jedynie na wspomnieniach innych. Nie dziwi więc, że znalazła i ona swoje miejsce w polskiej kinematografii lat 70. Ta dzisiejsza jednak podobno do pięt jej nie dorasta, mimo zapewnień wielu producentów. Czy jest to stan faktyczny i wytwórcy sprzed kilkudziesięciu lat znali pewien jej sekret, którym nie podzielili się z nikim innym? A może jest to jedynie kwestia upiększania przeszłości i sentymentu, który ubarwia wszelkie wspomnienia? Myślę, że nie sposób jest to ocenić w sposób obiektywny. Pozostaje nam jedynie cieszyć się tym, co mamy, i zagryźć kieliszek wódki plastrem kaszanki ze współczesnych delikatesów.

Kaszankowa zakąska do wódki
  • 1 kaszanka
  • kilka ząbków czosnku
  • odrobina oleju
  • wódka do kompletu

Kaszankę kroimy na grube plastry. Na patelni rozgrzewamy olej, podsmażamy plastry z dwóch stron. Dorzucamy kilka nieobranych ząbków czosnku. Gdy wszystko się zrumieni, przekładamy na talerz. Miękki podpieczony czosnek wyciskamy na kaszankę lub kromki chleba. Pijemy wódkę z kieliszka i zagryzamy ją kaszanką, licząc na to, że nikt nam w tym nie przeszkodzi.


Kadry: Brunet wieczorową porą, reżyseria: Stanisław Bareja, studio: Zespół Filmowy „Pryzmat”, Polska 1976.

Polskie filmy:

To byłaby ekspresowa tarta, gdyby nie kolejka przy kasie – „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz”

Brioszki? Na kolację? – „Dzień świra”

1 komentarz do “Kaszanka i wódka, czyli niespełniony comfort food w „Brunecie wieczorową porą”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.